środa, 28 sierpnia 2013

zdrowo...?


Musiało minąć naprawdę wiele czasu, żebym w końcu zdecydowała się przerzucić na zdrowy tryb życia. Wymówek nigdy nie brakowało, a co najgorsze - co chwile pojawiały się coraz głupsze diety. Przetestowałam na sobie już chyba wszystko. Wymienić? 






Proszę bardzo: south beach, dunkan, jogurtowa, 1200 kcal, na serku wiejskim oraz najgorza ze wszystkich możliwoych z udziałem octu jabłkowego. Ta ostatnia napytała mi biedy, bo po niedługim okresie łykania dwóch łyżeczek octu przed każdym posiłkiem pojawiły się krwotoki z nosa i omdlenia.
Teraz jak o tym pomyśle... Aż kręci mi się z głowie z nadmiaru własnej głupoty. Chciałam schudnąć szybko i bez wysiłku. Imponowały mi koleżanki, które miesiącami jadły same marchewki i zamieniały się w prawdzę chudziny.
Dopiero teraz, będać już nieco starsza (ale niewiele :)) zdecydowałam się trochę zmienić swoj tryb życia, nie mówiąc już tylko o jedzeniu. Bo w tym poście chciałam skupić się raczej na aktwyności fizycznej.
Im bardziej jesiennie, tym na moim stoliku nocnym  więcej książek. Od lekkich powieści tj. Kocham Nowy Jork - Isabelle Laflèche i Portier nosi garnitur od Gabbany - Lauren Weisberger poprzez Samotność w sieci - Janusza Leona Wiśniewskiego, a kończąć na Retorykce i erystystyce Schopenhauera. A jak juz się wciągne to nie ma mowy o wyjściu na fitness...
Dlatego też zdecydowałam sie rozpocząć trening z Ewą Chodakowską. Szczerze mówiąć wszytsko co jest na topie i jest uwielbiane przez szczerokie grono odbiorców... mnie odpycha. Nim o Greyu usłyszał świat - byłam zauroczona i zaintrygowana. Ale kiedy zapanowała jakąs wszechobecna moda na tego typu powieści z trudnością skończyłam trzecią cześć trygolii. Ale tym przypadku jest troche inaczej, bo do tego typu rzeczy nigdy mnie nie ciągnęło. Sytuacja trochę się zmieniła kiedy naoglądałam się tych wszystkich metamorfoz. Kurde, niektóre babki wyglądały niesamowicie!
Ewa Chodakowska - trenerka całej Polski kipi takim entuzjazmem na facebooku, że aż wywołuje u mnie zawroty głowy. Takie osoby nie kojrzą mi się za dobrze (ale to tylko moje osobiste paranoje!), ale mimo to - postanowiłam spróbować.

I teraz zwracam sie z pytaniem do Was ;) Miałyscie już do czynienia z naszą osobistą trenerką? Jaki rodzaj treningu polecacie: kiler, skalpel...? A może coś zupełnie innego? Jeszcze nie zaczęłam więc jestem otwarta na wszelkie sugestie!

Alex Hepburn - Miss Mistery.mp3



~K





3 komentarze:

  1. Fajnie piszesz, czuć przez monitor, że masz coś więcej do powiedzenia :) Lubię takie blogi, i będę czytać. Ja próbowałam tylko skalpel, po pierwszym treningu nie mogłam zejść/wejść po schodach. Ale to wszystko zależy od sprawności fizycznej, w moim przypadku widać słabej. Kiedyś trenowałam fitness, jako nastolatka i zapewniało mi to świetną figurę i kondycję. Polecam treningi Ewy, bardzo fajna sprawa. Spróbuj i sama się przekonasz. Do tego trochę biegania, czasem basen, zero słodyczy i to Tobie koleżanki będą zazdrościć nienagannej figury. Tak łatwo to napisać, zrobić może trudniej ale da się. Trzeba tylko bardzo chcieć :) Pozdrawiam gorąco :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jak miło czyta się takie komentarze! :*
      Właśnie, łatwo powiedzieć. Moja sila wola i zaparcie w trenigach uwielbia się ulotnich po trzech dniach nawet jeżli bardzo tego chce. :D No teraz będę walczyła! Dzięki za rady :)

      Usuń
  2. ćwiczyłam trochę w domu treningi Ewki :) , powiem szczerze czułam efekty! niestety zaprzestałam a teraz mam poważną kontuzję kostki-złamanie trójkostkowe przez upadek z rowera i nie wiem kiedy będę mogła znowu poćwiczyć :(

    OdpowiedzUsuń